Tak powstaje płeć

Tak powstaje płeć

Swego czasu świat obiegła sensacyjna wiadomość. Dziewczyna słynnego pływaka Michaela Phelpsa, Taylor Lianne Chandler, urodziła się z męskimi genitaliami. Ujawniła to na portalu społecznościowym, a szok był tym większy, że wyjawiła intymne szczegóły swej odmienności. ”Nigdy nie czułam się mężczyzną” – wyznała. I nic dziwnego, bo męskim zewnętrznym narządom płciowym, towarzyszyły żeńskie – wewnętrzne. Nie było jąder, była za to macica. Natura umieściła dwie płcie w jednym ciele. Kiedyś taką osobę nazywano hermafrodytą, obojnakiem, a później osobą interseksualną. Dzisiaj oficjalna nomenklatura medyczna taką wadę wrodzoną nazywa - zaburzeniem rozwoju płci. Ta nazwa zapewne też długo się nie utrzyma, ponieważ cierpiący na tę chorobę ludzie nie chcą uznać, że mają jakieś zaburzenie. Są inni i domagają się by to szanować. Jedni nie czują się ani kobietą, ani mężczyzną – stąd pomysły by ustanowić coś pomiędzy, trzecią płeć. Innym jest dobrze z płcią w jakiej żyją, jeszcze inni bardzo cierpią z powodu swej odmienności.

Żeby zrozumieć ten kaprys natury, trzeba wiedzieć jak powstaje płeć. To złożony proces, zachodzący w okresie płodowym, do którego uruchomienia potrzebna jest odpowiednia dawka hormonów płciowych. Konkretnie - tak dobrze znanego hormonu męskości – testosteronu. Mało kto wie, że męski płód jest tak nafaszerowany testosteronem, że nie jeden dorosły mężczyzna, mógłby pozazdrościć. Tak być musi, inaczej urodzi się dziewczynka. I tu pada pierwszy mit, mówiący, że na początku wszyscy jesteśmy kobietami. Niezupełnie. Na początku wszyscy jesteśmy niezróżnicowani, dwupłciowi, bezpłciowi – jak kto woli. Nauka mówi, że jesteśmy bipotencjalni. Po zapłodnieniu, przez kilka tygodni, płód ma potencjał zarówno męski, jak i żeński. To testosteron uruchamia kaskadę zdarzeń, które w efekcie dają mężczyznę. Jego brak powoduje rozwój kobiety. Natura wymyśliła to tak sprytnie, że kobieta powstaje niejako z zaniechania, z braku, jakby od niechcenia. To wbrew pozorom atut. Kobietą zostać łatwiej. Proces tworzenia żeńskich narządów płciowych jest o niebo prostszy, idzie na skróty. Prosty mechanizm to mniej awarii. I dlatego rodzi się mniej dziewczynek z nieprawidłowymi narządami płciowymi. Męski płód, zanim okaże światu swoje genitalia, naprawdę musi się natrudzić.

Każdy, kto choć trochę uważał na biologii wie, że możemy mieć męski lub żeński kariotyp. To płeć genetyczna, która jak się okazuje, nie zawsze idzie w parze z płcią metrykalną. Płeć genetyczną mamy od momentu zapłodnienia, płeć metrykalną dopiero po urodzeniu – najczęściej nadaną na podstawie wyglądu zewnętrznych narządów płciowych. W olbrzymiej większości przypadków, kobiety mają dwa chromosomy płciowe X, mężczyźni też dwa, ale tylko jeden to X, drugi chromosom to Y i to na nim, a konkretnie na jego krótszym ramieniu, jest zapisana komenda – jądra twórz! Ponieważ na początku jesteśmy bezpłciowi, mamy pierwotne gonady, które są gotowe do przekształcenia zarówno w męskim, jak i żeńskim kierunku. To geny zlokalizowane w chromosomach płciowych decydują, co wyrośnie z gonad pierwotnych. Jeżeli padnie komenda – w męską stronę patrz, gonada pierwotna karnie uruchamia produkcję testosteronu. Dzieje się to mniej więcej w szóstym, siódmym tygodniu od zapłodnienia. Natura przyspiesza, a szczególnie aktywny i dynamiczny jest mechanizm różnicowania w kierunku męskim. To proces przebiegający kaskadowo, każdy kolejny etap zależy od pomyślnego zakończenia etapu poprzedniego. Jak kostki domina. Nic nie może wypaść z kolejki, bo będzie problem. Na przykład, jak u dziewczyny Phelpsa.

O tym, z jakim mozołem powstają męskie narządy płciowe, niech świadczy fakt, że testosteron, nawet przez duże T, to wciąż za mało, by świat ujrzał mężczyznę. Testosteron, wytwarzany w jądrach płodu przez komórki Leydiga, wystarcza jedynie do wykształcenia wewnętrznych narządów płciowych (najądrza, nasieniowody, pęcherzyki nasienne). Żeby powstało to, co jest widocznym atrybutem męskości, testosteron musi się przekształcić w dwuhydrotestosteron (DHT). Do tego potrzebny jest specjalny enzym. Kolejny mechanizm –kolejne ryzyko awarii. Jak już męski płód ma testosteron i dwuhydrotestosteron, musi mieć jeszcze sprawne receptory androgenowe. Ich brak lub niewłaściwa praca, prowadzą do nieprawidłowej maskulinizacji płodu męskiego. Cała para idzie w gwizdek – są androgeny, a jakby ich nie było. Inaczej mówiąc, będzie dziewczyna, choć z męskim kariotypem. Testosteron jest niezbędny także do maskulinizacji mózgu. Bez tego możemy mieć mężczyznę, który w swą męskość nie za bardzo wierzy.

Dla wszystkich, którzy myślą, że już można odetchnąć z ulgą – niespodzianka! Pomyślnie zakończone etapy tworzenia męskich narządów płciowych, a nawet w stu procentach męski mózg, to wciąż nie koniec. Taki męski płód wciąż ma do dyspozycji zawiązki żeńskich wewnętrznych narządów płciowych. To rodzaj bezpiecznika,  takie wyjście awaryjne. Przecież zawsze jak coś pójdzie nie tak, będzie kobieta. Wewnętrzne struktury żeńskie, czyli przewody Müllera, tylko czekają na swą szansę. Żeby nie przekształciły się w macicę, jajowody i górną część pochwy, strudzony męski płód musi się jeszcze trochę postarać. W jądrach, oprócz odpowiedzialnych za testosteron komórek Leydiga, są komórki Sertolego, które muszą wyprodukować hormon antymüllerowski (AMH). Dopiero ten hormon likwiduje zawiązki żeńskich wewnętrznych narządów płciowych. Dopiero wtedy możemy ogłosić sukces – chłopiec, nie dziewczynka.

W przypadku płodów żeńskich, nie ma chromosomu Y, nie ma więc komendy do tworzenia jąder. Gonady pierwotne przekształcają się w jajniki, a dalsze różnicowanie w kierunku żeńskim jest odpowiedzią na brak testosteronu, dwuhydrotestosteronu i hormonu antymüllerowskiego. Tworzenie przez zaniechanie. Brak AMH pozwala, by przewody Müllera spokojnie, bez pośpiechu, przekształciły się w żeńskie wewnętrzne narządy płciowe. Brak testosteronu powoduje zanik przewodów Wolfa, które u płodu męskiego stałyby się wewnętrznymi narządami męskimi. Z kolei brak DHT umożliwia powstanie zewnętrznych żeńskich narządów płciowych (łechtaczka, wargi sromowe mniejsze i większe, dolna część pochwy, żeńska cewka moczowa). Bez DHT nie może bowiem dojść do ich maskulinizacji. Skoro u zarodka, potem płodu płci męskiej, tak bardzo aktywny jest testosteron i jego pochodne, a zarodek i płód żeński są tego wpływu pozbawione, musi się on różnicować w kierunku żeńskim. Nie ma innej możliwości. Być kobietą – nic trudnego. Może jest tak, że u płodu żeńskiego energia zaoszczędzona na wszystkich tych żmudnych procesach, jakim podlega męski płód, jest wydatkowana na rozwój innych organów? Przecież w przyrodzie nic nie ginie…

Dziewczynka, czy chłopiec? Gdyby rodzicom dziewczyny Phelpsa, zaraz po jej urodzeniu, przyszło do głowy spojrzeć głębiej niż tylko na wygląd zewnętrznych narządów płciowych, nie tak łatwo uznaliby ją za chłopca. Odpowiedź na pierwsze pytanie, jakie zazwyczaj słyszą świeżo upieczeni rodzice, nie zawsze jest prosta. Ale to już całkiem inna opowieść…

No Comments Yet.

Leave a comment