Płeć nijaka – czyli jaka?

Francuski sąd  uznał swego czasu, że w oficjalnych dokumentach można się posługiwać wyrażeniem “płeć nijaka”. To pierwszy taki przypadek we Francji, wcześniej m.in. Niemcy pozwoliły na rejestrację „trzeciej płci”.  Jest to możliwe, jeśli cechy płciowe dziecka po urodzeniu nie pozwalają na przypisanie płci męskiej lub żeńskiej, jeśli na świat przychodzi noworodek, który ma niejednoznaczne narządy płciowe. I tu pojawia się pole do popisu dla wyobraźni, często niestety niezdrowej, stymulowanej przez niepoparte faktami i wiedzą fantazje. Niejednoznaczne (obojnacze) narządy płciowe to wcale  nie szansa na perwersyjne doznania, na sumę potencjalnych rozkoszy zarezerwowanych dla kobiety i mężczyzny w jednym ciele. Takie narządy to nierzadko źródło cierpienia i wstydu. Suma męskich i żeńskich narządów płciowych to nie 100% mężczyzny i 100% kobiety.

 

Być kimś „pomiędzy płciami” – to określenie wydaje się właściwe, zresztą sami pacjenci obdarzeni przez naturę obojnaczymi narządami płciowymi, tego sformułowania czasem używają. Osoby ze zróżnicowanym rozwojem płci, nie transpłciowe, nie homoseksualne, ale właśnie takie – pomiędzy płciami. Nawet jeśli wyglądają jak kobiety, często mają męski kariotyp, czyli układ chromosomów. To co widać na zewnątrz nie zawsze wygląda typowo dla kobiety, to co w środku, bywa powodem rozpaczy, bo zwykle nie daje nadziei na macierzyństwo. Zresztą macierzyństwo, czy ojcostwo? Jak nazwać pragnienie posiadania dziecka przez kobietę, która obok żeńskich zewnętrznych narządów płciowych ma gonady mogące produkować plemniki? To nie pomyłka, zdarzają się kobiety, które mają ukryte w podbrzuszu jądra.  Nawet jeśli osoba „pomiędzy płciami” wygląda typowo męsko, może być pozbawiona prawidłowo zbudowanych gonad, plemników i własnego testosteronu. Wielkość prącia zwykle pozostawia wtedy wiele do życzenia. Bywa jednak, że tak jak jest,  jest dobrze. Nie chcą się operować, nie chcą cierpieć, nie chcą by ich ciągle „tam” oglądano. Są i chcą pozostać „pomiędzy”. Francuski sąd najwyraźniej zrozumiał i docenił ten dramatyczny wybór.

 

Napędzani chorą wyobraźnią ignoranci, ekscytując się określeniem „obojnacze narządy”,  już widzą  co można z TYM zrobić. Nie wiedzą, że takie obojnacze narządy to na przykład mikropenis (naukowe, wcale nie potoczne sformułowanie).  Cóż to takiego ten mikropenis? To słabo rozwinięte prącie. Jak słabo? Zgodnie z medyczną definicją, małe prącie to prącie o długości mniejszej o co najmniej 2,5 odchylenia standardowego od średniej dla danej grupy wiekowej, w specyficznej grupie etnicznej. U dorosłych mężczyzn rasy białej prącie po rozciągnięciu średnio ma długość 13,3±1,6 cm. Wobec tego, prącie krótsze niż 9,3 cm (czyli 13,3 cm-2,5 SD) uznaje się za małe. U osób z obojnaczymi narządami płciowymi, nawet takie byłoby jednak marzeniem.

 

Skoro narządy obojnacze, musi być też pochwa, wszak to ona dla wielu stanowi o kobiecości, o funkcjonalności kobiety. I tu nie jest różowo. Pochwy u kobiet będących „pomiędzy płciami” najczęściej są zachyłkiem pochwy, ślepo zakończonym, zwykle nie dłuższym niż 2-3 cm. Żeby była „funkcjonalna” trzeba ją operacyjnie powiększać i rozciągać – do skutku. To boli. Myśl o stosunku przeraża, przeraża ból i ryzyko spotkania mężczyzny, który nie powstrzyma się przed pójściem na całość. Często pochwy po prostu nie ma. Ta, która jest, nie kończy się macicą, kończy natomiast temat zostania matką. To tyle w temacie obojnaczych narządów… Płeć to coś więcej, nawet jeśli jest „nijaka”…